Wisiadło kontra nosidło

Gaja ma juz ponad trzy lata, a ja ją nadal naszam w chuście :) Pośród narzędzi do noszenia tylko chusta dopasowuje się w pełni do nas, tylko ona daje możliwość pełnej regulacji ułożenia dziecka i tylko ona daje optymalne rozłożenie ciężaru na plecach dla mojego wymagającego kręgosłupa. Nosidło to urządzenie, które posiada regulację, ale i tak zarówno dziecko jak i rodzic muszą się do nosidła dopasować, bo jest ono uszyte w jeden konkretny sposób, a ludzie różnią się przecież między sobą budową.

Dla rodziców bardzo energicznych nieokiełznanych dzieci, szczególnie tych zaczynających przygodę z noszeniem gdy dziecko jest już duże, nosidło jest często jedynym sposobem na noszenie – bo zakłada się je niezwykle łatwo i szybko, a dziecko zawsze uzyska w nosidle taką samą pozycję. Jest to jednak pozycja, która ze względu na odwiedzenie, a tym samym uzyskanie bezpiecznie zaokrąglonego (lub nie) kręgosłupa nie nadaje się dla wszytskich dzieci.

Dzieci siadające samodzielnie można zacząć nosić w nosidłach miękkich. Zdrowe noszenie zapewniają tradycyjne nosidła azjatyckie takie jak mei tai, a także nosidła ergonomiczne i hybrydowe. Mei tai posiadają długie pasy do wiązania, nosidła ergonomiczne posiadają sprzączki do zapinania, ale pomino tych różnic sposób podpierania ciała dziecka jest taki sam – szeroki panel przyszyty do pasa biodrowego nadaje dziecku duże odwiedzenie w stawach biodrowych, ale też podpiera jego kręgosłup i uda na całej długości. Dziecko w nosidle wygodnie siedzi.

Ale istnieją nie tylko nosidła zdrowe. Istnieją też nosidła sztywne, które posiada

jąc atesty dopuszczające je do używania na dzieciach od urodzenia bywają w sklepie wybierane przez rodziców. Niestety posiadanie atestów okazuje się nie mieć nic wspólnego z bezpieczeństwem noszenia w nich dzieci. Nosidła sztywne charakteryzują się tym, że mają sztywne ścianki które nie mają możliwości podeprzeć ciała dziecka, a także posiadają wąski panel, na którym dziecko zwisa oparte na kroczu. W takim ułożeniu dziecko jest spionizowane, jego ciężar spoczywa na spojeniu łonowym, a nóżki zwisają swobodnie co sprawia, że głowy kości udowych są wyjęte z panewek stawów biodrowych, a to może utrudniać prawidłowy rozwój stawów biodrowych. Takie nosidła są SZKODLIWE dla dziecka i niewygodne dla rodzica, który borykać się musi z przesuniętym środkiem ciężkości, bo dziecko nie jest w takim nosidle wtulone w rodzica. Wisiadła – to trafnie oddająca ich specyfikę nazwa – są jak sztywne majtki, w których podwieszone jest dziecko.

Gaja wskoczyła do wisiadła w celu pstryknięcia fotki. Na początku próbowała trzymać się mnie nogami, podkurczała kolanka. Potem zmęczyła się i rozluźniła nogi, które zaczęły nagle siegać moich kolan. Chwyciła mnie kurczowo za ubranie. No i te jęki „Mamoooooo, pupa mnie booooliiiii”. Nawet gdybym nie miała wiedzy i doświadczenia, nie miałabym serca trzymać jej w tym wisiadle dłużej. Niestety większość dzieci w nich noszonych to dzieci niemówiące :(

Miałam w planie przymierzyć Gaję do nosidła przodem do świata, ale żal mi było małej! I siebie, bo mój kręgosłup powiedział zdecydowane NIE.

zp8497586rq
Opublikowano chustowanie | Otagowano , , , | 1 komentarz

wybór wiązania – niełatwa sprawa?

Zawiązać chustę można na 101 sposobów. Kreatywni zawiążą nawet na sposobów 150. Ale o ile samo chustonoszenie jest wyrazem kreatywności i pozytywnie wyróżnia, o tyle w technice wiązania kreatywność i wyindywidualizowanie się 😛 nie są wskazane.

W wiązaniu najważniejsze jest bezpieczeństwo. I nie chodzi tu o to, że dziecko ma nie wypaść. Warto pamiętać, że natura wyposaża człowieka w jeden kręgosłup na całe życie, dlatego trzeba o niego dbać od początku. Nieumiejętna pielęgnacja oraz nieprawidłowe podnoszenie i noszenie dziecka mogą dać opłakane skutki dla małego i dla dużego kręgosłupa.

Z punktu widzenia dziecka, im jest ono młodsze, tym ważniejsze jest utrzymywanie zaokrąglonego kształtu plecków (kształt litery C). Zaokrąglenie to uzyskuje się nadając nóżkom dziecka duże zgięcie i niewielkie odwiedzenie. Odwiedzenie przekraczające 90 st. oznacza wyprostowane plecki czyli spionizowane dziecko, co jest niebezpieczne w przypadku dziecka, które jeszcze samodzielnie nie siada. Przyglądając się poszczególnym wiązaniom, największe odwiedzenie (podobne jak nosidła ergonomiczne oraz chusty elastyczne) wymuszają wiązania z krzyżem, np. 2x zwany koalą i plecak z krzyżem. Zatem jakie wiązania warto rozważyć dokonując wyboru dla własnego maleńkiego dziecka? Pośród wiązań z przodu najmniejsze odwiedzenie umożliwia kangur, za nim plasuje się kieszonka. Na plecach zdrową pozycję daje plecak prosty. Na boku godny polecenia jest kangur na biodrze, a także zastosowanie chusty kółkowej z odwróconą krawędzią. Wybrane wiązanie ma odpowiadać etapowi rozwoju na jakim znajduje się dziecko i brać pod uwagę jego stan zdrowia.

Z punktu widzenia noszącego najmniej obciążający jest plecak prosty. Pozwala zamotać dziecko na indywidualnej wysokości, prawie nie zmienia środka ciężkości noszącego, jest też łatwy do zawiązania. Jednak preferencje, potrzeby i możliwości każdego noszącego mogą się róznić. Ewentualne ograniczenia ruchowe noszącego mogą wręcz wykluczyć zastosowanie tych wiązań, które z punktu widzenia kręgosłupa dużego i małego są optymalne.

Właściwe wiązanie to kompromis pomiędzy potrzebami dziecka a możliwościami i potrzebami noszącego. Sam jego wybór  to połowa sukcesu. Druga połowa to wykonanie wiązania w sposób poprawny, czyli prawidłowe ułożenie dziecka, dociągnięcie chusty w sposób utrwalający to ułożenie, na tyle mocno alby ciężar dziecka został przeniesiony na rodzica i rozłożony na nim równomiernie. Diabeł tkwi w szczegółach. Nawet umożliwiającego minimalne odwiedzenie kangura da się zawiązać rozciągając dziecku nóżki do szpagatu. Sama widziałam…

Opublikowano chustowanie | Otagowano , , , | Skomentuj

ale dlaczego tkana?

Chustowanie daje dziecku bliskość, a rodzicowi uwalnia ręce.

Ale w tym wszystkim nie wolno zapominać o tym, aby noszenie było zdrowe dla dziecka, aby wspierało rozwój kręgosłupa i stawów biodrowych. To bardzo ważne w pierwszym roku życia dziecka, szczególnie gdy jeszcze samodzielnie nie siada.

Rodzice czasem próbują ułożyć dziecko w chuście w pozycji kołyski. Niestety takie ułożenie dziecka cechuje się asymetrią, brakiem odwiedzenia nóżek, i brodą przyciśnięta do klatki piersiowej. Te cechy stanowią zagrożenie odpowiednio dla kręgosłupa, stawów biodrowych i dla procesu oddychania. Więc chustowaniu w pozycji kołyski mówimy NIE. Zatem, aby dziecko mogło przybywać w chuście w pozycji symetrycznej i zdrowej dla stawów biodrowych, musi przyjmować pozycję pionową. Jednak NIE WOLNO DZIECKA PIONIZOWAĆ. Co to oznacza i jak sobie z tym poradzić?

Pionizacja to wyprostowanie kręgosłupa. Dojrzały kręgosłup ma wykształcone charakterystyczne krzywizny (kształt litery S), które chronią jego delikatną strukturę ulegającą ogromnym przeciążeniom podczas spionizowania. Dziecko podczas swojego rozwoju w pierwszym roku życia, wykształca dopiero te krzywizny, a proces ten kończy się gdy maluszek zaczyna samodzielnie chodzić. Jeśli przed tym momentem nadajemy dziecku pozycję, w której prostujemy kręgosłup w ułożeniu pionowym, ulega on przeciążeniom na które zupełnie nie jest przygotowany.

Sposobem na uniknięcie pionizacji a jednoczenie noszenie w ułożeniu pionowym jest utrzymywanie pleców dziecka w zaokrągleniu – otrzymujemy wtedy pełną krzywiznę (kształt litery C), która chroni kręgosłup i mięśnie go podtrzymujące. Aby kręgosłup na każdym odcinku mógł być zaokrąglony, konieczne jest podwinięcie miednicy i odpowiednie zgięcie i odwiedzenie nóżek w stawach biodrowych. Dziecko ma przyjąć pozycję jakby kuczną, zgięcie ma być duże, ok 110 stopni, natomiast odwiedzenie ma być niewielkie, 90 stopni w przypadku niemowlaków, i nie więcej niż 60 stopni w przypadku noworodków. Noworodek ma mieć nóżki raczej pomiędzy brzuchem rodzica a swoim brzuszkiem, a nie rozłożone na boki niczym rozdeptana żaba – nie chodzi o to, aby nóżki obejmowały brzuch rodzica, ale aby przyjęły one taką samą pozycję jak przy swobodnym leżeniu na brzuszku.

Zbyt duże odwiedzenie nóżek sprawia, że plecy się prostują. Tak zbudowana jest ludzka miednica, zarówno u noworodka, jak i u dorosłego człowieka. Kto nie wierzy, niech spróbuje kucnąć przed ścianą, a następnie pozostając w kuckach przybliżać się przodem do ściany starając się dotknąć brzuchem ściany.

Nadanie prawidłowej bezpiecznej pozycji dziecku to jedno, utrwalenie jej poprzez prawidłowe zawiązanie i dociągnięcie chusty ze szczególnym uwzględnieniem krawędzi – to drugie. No i tu dochodzimy do sedna – w chuście elastycznej po pierwsze nie ma dociągania, toteż nie można mówić i podtrzymywaniu poprzez napięte krawędzie. Po drugie – elastyk można zawiązać tylko na jeden sposób – z rozciągniętymi połami „od kolanka do kolanka”, a to sprawia, że pozycja dziecka nie jest prawidłowa ze względu na zbyt duże odwiedzenie, znacznie przekraczające dopuszczalne 60, czy 90 stopni, dążące raczej do szpagatu. A przy starszym dziecku u którego można zrobić większe odwiedzenie, chusta mocno sprężynuje. Zatem chusta elastyczna nie jest warta polecenia.

W drugim i trzecim wpisie w tym blogu pokazałam moje pierwsze kroki w świecie noszenia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam tego co wiem teraz. Nosiłam w lulu w pozycji kołyski, i w elastyku z wyprostowanymi plecami. Ale szybko odnalazłam wiedzę i postawiłam na chusty tkane, przykładając się do wiązania, aby podtrzymywało Gaję najlepiej jak się da. Prawidłowe noszenie po czasie wraz z prawidłową pielęgnacją traktowałam jako swoistą formę rehabilitacji po początkowych błędach.

Liczę na to, że ten wpis rozwieje wątpliwości jednej z uczestniczek moich warsztatów, która była zdziwona, że uczę nosić noworodki w kangurku i umiem wytłumaczyć i przekonać dlaczego, a sama własnego noworodka nosiłam nieprawidłowo. Jeśli będzie mi dane mieć znów własnego noworodka, jedynym dla nas roz-wiązaniem będzie właśnie kangurek :-)

Opublikowano chustowanie | Otagowano , , | 2 komentarzy

chusta na szybko, czyli kółkowa czy pouch

W długiej chuście tkanej można nosić dłuugo, i pół nocy przy ząbkowaniu, i trzy godziny na spacerze.. Ale czy warto motać aby tylko wyskoczyć do sklepu pod domem? albo wnieść po schodach zakupy z samochodu? albo przejść ze starszakiem dwa kroki do przedszkola i pomóc mu się tam rozebrać?  Na krótkie dystanse bardziej się sprawdza coś, co jest mniej komfortowe w długodystansowym używaniu, ale za to błyskawiczne w motaniu. I jednocześnie pozwala kręgosłupowi i stawom biodrowym dziecka zachować zdrowe i prawidłowe ustawienie…

Chusta kółkowa – krótki ok. 2m pas materiału, na którego jednym końcu doszyte są kółka, a drugi koniec jest zwany ogonem. Ogon przekłada się przez kółka, które pozwalają chuście przesuwać się tylko w jednym kierunku, blokując dociągnięty materiał i bezpiecznie niosąc dziecko. Jest one-size! pasuje na każde dziecko i na każdego nosiciela, zatem w tej samej chuście może nosić dzieciaczka i duży tata i drobna mama. Można ją przechowywać w formie gotowej do nałożenia, czyli z ogonem stale przełożonym przez kółka. Po włożeniu dziecka do chusty należy ją dociągnąć. Można motać nawet noworodka – tu porządne dociągnięcie chusty jest szczególnie ważne, tak aby noworodek nie osuwał się w bok, aby była podparta jego główka i kark, oraz aby miednica była w prawidłowym ułożeniu. Porządne założenie trwa ok. 30 sekund /filmik lepiej oglądać bez dźwięku 😉 /

Pouch [ang. pałcz] – „kółko” z materiału, zszytego w miejscu, które profiluje kieszonkę w której należy umieścić pupę dziecka. Pouch przed włożeniem dziecka trzeba złożyć na pół i założyć na siebie na ukos otworem do góry i zszyciem w miejscu, gdzie ma być środek dziecka. Trzeba dobrze dobrać sobie rozmiar poucha, w zbyt ciasny nie wciśniemy dziecka, w zbyt dużym konieczne będzie podtrzymywanie dziecka, a więc nie będzie on spełniał swojej funkcji uwalniacza rąk. W torebce zajmuje niewiele więcej miejsca niż wypchany portfel. Nie trzeba go dociągać, dobrze dobrany rozmiar gwarantuje dobre podtrzymanie dziecka. Nosić w nim można dzieciaki od chwili gdy same siadają, tak jak w nosidłach ergonomicznych. Porządne założenie trwa ok. 20 sekund. /filmik lepiej oglądać bez dźwięku 😉 /
Jestem wielką miłośniczką pouchów. Odwożąc starszaczkę do przedszkola w chłodne dni, małą Gaję wkładałam do poucha siedząc w samochodzie i wychodziłam z nią z auta już bezpiecznie wtuloną we mnie. Ani deszcz, ani śnieg, ani zimny wiatr nie były nam straszne. Teraz też poucha mam zawsze przy sobie, bo nigdy nie wiadomo kiedy się nóżki zmęczą.

Zakładanie poucha NA PRAWDĘ jest DZIECINNIE łatwe, co widać na filmiku bonusowym 😀 /tu akurat włączenie dźwięku jest wskazane 😉 /

Opublikowano chustowanie | Skomentuj

cycy papa, czyli Gaja odstawiona

Ostatnimi czasy Gaja reagowała na cycy histerycznie. Za każdym razem gdy brałam ją na ręce usiłowała zdjąc mi bluzkę, krzyczała „cycy moje, daj, daj!”, lub rzucała się kładąc na moich kolanach w pozycji do karmienia. Każde zasypianie obowiązkowo musiało być na cycu, a w nocy obowiązkowo dwukrotnie budziła się aby possać. Przy całym moim uwielbieniu dla karmienia piersią, ten stan rzeczy był dla mnie mocno męczący. Do tego ten jej brak apetytu..

Uznałam, że takim zachowaniem Gaja okazuje swoją gotowość do odstawienia. Postanowiłam potraktować Gaję poważnie, więc przeprowadziłam rozmowę, umówiłyśmy się, że w poniedziałek 1 sierpnia, po 21 miesiącach, będzie ostanie cycanie. I tak się stało. Gaja zasypiała smutna, ale nie próbowała brać cycy. Przytulałam ją, głaskałam, śpiewałam, a ona smutna cicho chlipała. Ale nie było płaczu. Podczas nocnej pobudki nie szukała cyca. Wystarczyło, że przytuliłam i zasnęła spowrotem.  A rano obudziła się i zarządziła „Mama! kasza!”. Tak jak wcześniej cycy przesłaniały małej rzeczywistość, tak nagle przestały dla niej istnieć.

Cała ta sytuacja pokazała mi, jak wiele taki mały człowiek jest w stanie zrozumieć! Niespełna dwulatka potrafiła zapanować nad swoimi emocjami. I dotrzymała umowy!

Jak to się stało? Kluczem do sukcesu było tu pozostawienie decyzyjności w moich rękach.  To ja-dorosły podjęłam decyzję i przekazałam ją dziecku. Byłam przekonana o słuszności mojej decyzji i potrafiłam konsekwentnie w niej wytrwać, pomogłam tym dziecku oswoić i przetrwać trudne chwile. Sprawiłam, że dziecko nadal czuje się bezpiecznie, czuje że mama wie co robi i można jej ufać.

Nie tylko przy odstawianiu od piersi, ale w każdym momencie dziecko potrzebuje stanowczego rodzica, który stanowi stabilne oparcie. Okazywanie przez dorosłego niepewności, powoduje u dziecka dezorientację i frustrację. Zadaniem rodzica jest dawać dziecku wskazówki jak postępować, nie powinien on odwracać ról i szukać wskazówek u dziecka, ani tym bardziej szukać w nim oparcia. Ważne, aby nie nie zawieść kredytu zaufania, jakim obdarza nas dziecko. Ważne też, aby próbować trafnie zinterpretować co dziecko usiłuje swoim zachowaniem przekazać.

Nie chodzi o to, aby podejmować za dziecko wszystkie decyzje. Ufając mu, warto je uczyć odpowiedzialności i podejmowania decyzji. Jednak zawsze proponujmy dziecku wybór pomiędzy konkretnymi opcjami . Przed posiłkiem pytajmy „czy zjesz kanapkę z szynką czy z serem?”, nie pytajmy „co zjesz?”. Przecież to my wiemy co jest w lodówce. W piaskownicy powiedzmy „zbieramy zabawki i idziemy do domu”, zamiast pytać 10 razy „czy możemy już pójść do domu, bo babcia przecież tam czeka?”. Przecież to my decydujemy o planie dnia rodziny, a nie dziecko, które nie zgadza się na wyjście z piaskownicy tylko dlatego, że nie umie sobie poradzić z decyzją co ma robić dorosły.

Zdecydowanie, konsekwencja, poważne traktowanie dziecka – bez tych elementów rodzicielstwo może być pozbawione satysfakcji.

Opublikowano karmienie, wychowanie | Otagowano , , , | Skomentuj

pieluchowanie wielorazowe czyli obalanie mitów

Jakiś czas temu, gdy uznałam, że czas zacząć odpieluchowywać Gaję, postanowiłam zmienić pieluchy na wielorazowe. Uznałam, że w taki sposób łatwiej będzie Małej skojarzyć o co chodzi z tym nocnikiem. Wydawało mi się jednak, że będzie to z mojej strony wielkie poświęcenie, bo pranie, zwłaszcza po kupie, bo dbanie, a poza tym jak to założyć dziecku, odparzy się pewnie, a już na pewno będzie spadać.

Okazało się, że to łatwiejsze niż się wydaje! zakupiliśmy różne typy pieluch wielorazowych, i najlepiej sprawdziły się nam kieszonki zapinane na napy. I mity same się obaliły jeden za drugim:

Mit1: pieluchy wielo to tetra owinięta w ceratę – FAŁSZ! Kieszonki są mięciutkie, w piękne wzory, od środka mają miękki mikropolar, a od zewnątrz nieprzeciekający PUL pokryty milusim pluszem minkee.

Mit2: wielo odparzają – FAŁSZ! PUL nie przecieka, ale oddycha! nie ma nic wspólnego z ceratą! a na dodatek, ponieważ w wielo nie ma chemicznej substancji chłonącej, która ma zwyczaj podrażniać, mogłyśmy zrezygnować z linomagu, nie smarujemy niczym! Nawet w upały!

Mit3: koszmarem jest czyszczenie pieluchy z kupki – FAŁSZ! między pupę a pieluchę wkłada się biodegradowalne papierki, które zbierają najgrubsze zabrudzenia. W przypadku kupki papierek wraz z zawartością wrzuca się po prostu do sedesu. Przy odrobinie szczęścia pielucha pozostaje zupełnie czysta – im starsze dziecko tym częściej się to zdarza. A jeśli w pieluszce wylądowały same siuśki – papierek można uprać i użyć ponownie :-)

Mit4: Trudno jest założyć wielorazówkę – FAŁSZ! Zakłada się je tak samo jak pampersy.

Mit5: Wraz ze wzrostem dziecka trzeba dokupować nowe – FAŁSZ!  Dopasowuje się ich rozmiar do dziecka za pomocą szeregu nap, więc wystarczają na cały okres pieluchowania dla KAŻDEGO dziecka /to widać na zdjęciu niżej/

Mit6: Żeby często nie prać, trzeba mieć ich bardzo dużo, bo powoli schną – FAŁSZ! Szybko schną, uprane wieczorem rano można nakładać. Mamy 18 i to pozwala mi prać co trzy dni.

Mit7: Przeciekają – FAŁSZ! Można regulować ich chłonność wkładając do kieszonki jedną lub dwie wkładki chłonne. A od czasu do czasu warto je odtłuścić piorąc w płynie do mycia naczyń. Ja w razie konieczności zapieram kupki takim płynem, więc odtłuszczanie mam na bieżąco.

Mit8: Trzeba je wygotowywać – FAŁSZ! używając specjalnego antybakteryjnego dodatku do proszku można je skutecznie uprać i odkazić już w 60 stopniach!

Mit9: Wielo oznaczają wiadro ze śmierdzącą wodą w łazience – FAŁSZ! Zużytych pieluch wcale nie trzeba namaczać – wystarczy trzymać w zamkniętym wiadrze i skrapiać olejkiem eterycznym z drzewa herbacianego. Trudny zapachowo jest tyko moment przekładania pieluch do pralki.

Wystarczyły pieluchy, papierki, dodatek antybakteryjny do prania, płyn do naczyń, szczelne wiadro i olejek z drzewa herbacianego, abyśmy łatwo weszły w ekologiczny, ekonomiczny i estetyczny świat wielorazowy. I dobrze nam z tym :-)

Kieszonki są super! Ale gdyby Gaja była leżącym płasko maleństwem, nie używałybyśmy kieszonek – mają na to zbyt grubą gumkę pod pleckami. Dla noworodków i małych niemowlaczków są inne rozwiązania…

 

 

Opublikowano pieluchowanie | Otagowano , , | Skomentuj

BLW, czyli samokarmienie dzieci

BLW to skrót od angielskich słów baby led weaning. Samokarmienie dzieci. Upodmiotowienie ich. Dziecko wie, co chce zjeść i ile pożywienia mu potrzeba. Samo decyduje co wkłada do ust, kiedy i w jaki sposób.
Gaja ćwiczy samodzielne jedzenie od początku rozszerzania diety. Przez długi czas było bardzo nieporadnie, większość jedzenia lądowała na podłodze. Nawet jeśli pokarm trafił do buzi, był po chwili wypluwany. Jako posiłek dostawała ugotowane al dente kawałki różnych warzyw, makaron, ryż i mięsko w formie pulpeta. Sama wybierała rączkami z tacki co chce wziąć do buzi. Gaja poznawała pokarmy, dotykała je, rozgniatała w rączce. Do najadania miała pierś, a stałe pokarmy – zdawało się, że traktuje jak zabawę. Ale to nie była zabawa – w pewnym momencie nastąpił przełom i mała zaczęła zjadać coraz większe ilości stałych pokarmów, gdy miała rok potrafiła samodzielnie zjeść gęstą zupę łyżką. Swoje umiejętności wciąż doskonali, chętnie poznaje nowe smaki.
Warto zaufać dziecku i nie zmuszać go do zjadania więcej niż samo chce zjeść.

Blendowane lub słoiczkowe papki ładowane w dziecko łyżeczką pozbawiają dziecko możliwości naturalnego zapoznania się z nieprzetworzonymi pokarmami,  z indywidualnym smakiem każdego z warzyw, z naturą.

Na początku wprowadzania dziecku stałych pokarmów warto zaopatrzyć się w:
* krzesełko do karmienia, które łatwo umyć,
* plastikowe miseczki i talerzyki,
* kubeczek z dwoma uszami (na początek sprawdza się Doidy Cup),
* duży ceratowy śliniak z zasobnikiem (w śliniakach Gai mieści się nawet pół miski zupy :) ),
* cerata na podłogę,
* odrobinę cierpliwości.

Przystępując do pierwszych posiłków warto pamiętać o kilku zasadach:

^ dziecko powinno być głodne, żeby chciało coś zjeść, ale nie wygłodzone, bo będzie zdenerwowane.

^ warzywa powinny być al denete – rozgotowane będą zachęcać dziecko do rozgniatania. Najlepiej przygotować warzywa na parze – na garnek z gotującą się wodą położyć nie zanurzając sito, a w nim warzywa, przykryć pokrywką, gotować ok. 15 minut.

^ nawet bezzębne dziecko da radę zjeść mięso zmielone i podane w formie pulpecika!!

^ nie trzeba pomagać dziecku wkładać jedzenia do buzi, ale warto zademonstrować swoje oczekiwania, czyli poczęstować się jedzeniem z tacki dziecka aby mogło obserwować jak zjadamy

^ idealnie, gdy dziecko zjada swój posiłek przy stole, z resztą rodziny

Opublikowano karmienie | Otagowano , , | Skomentuj

cici dać am, czyli jak chusta wspomaga karmienie naturalne

Gaja wciąż cyca. Coraz rzadziej cyca w ciągu dnia, jeszcze rzadziej poza domem, ale gdy była młodsza zdarzało się to bardzo często.

Zasłonięcie jedzącego dziecka chustą wydaje się być świetnym rozwiązaniem. Dziecko ma zapewnioną intymność, i ograniczoną ilość bodźców, a zatem może się skupić na jedzeniu i odczuwaniu bliskości. A przy okazji i pierś i dziecko zasłonięte są przed ciekawskim wzrokiem przechodniów, więc intymność matki także pozostaje nietknięta.

Dzięki karmieniu piersią nawet najdłuższe spacery nie są trudne, bo jedzenie dla dziecka zawsze mam ze sobą. Nie muszę go przygotowywać, po prostu podaję. A dzięki chuście nie muszę na karmienie nawet przerywać spaceru, wystarczy troszkę poluzować chustę, obniżyć wiązanie, i nikt postronny nawet nie wie, że …

 

EDIT 2012: karmienie w chuście to pewien kompromis. RObiąc to w poluzowanym wiązaniu należy pamiętać o tym, że pozycja dziecka nie jest wtedy prawidłowa, a ciało nei jest odpowiednio podtrzymane. Jako doradca noszenia dopuszczam obecnie ewentualne karmienie w chuście kółkowej w pozycji półkołyski.

 

Opublikowano chustowanie, karmienie | Skomentuj

kwintesencja noszenia, czyli hop na plecy

Noszenie daje siłę dziecku. Daje też siłę mamie! I co więcej – daje jej ręce :) a żeby w pełni je wykorzystać, co najwygodniej robi się z przodu, warto dziecko przesadzić na z góry upatrzone pozycje. Czyli na tyły. Plecy znaczy.

Przesiadka na plecy to kwintesencja noszenia – dziecko i matka w zoptymalizowanej symbiozie. Dziecko czuje się zaopiekowane bez przerwy, a matka rozciąga sobie dobę do 27, albo i więcej godzin! Nosi dziecko „na rękach”, „tuli” je, otula swoim zapachem, otacza muzyką rytmu swojego serca,  jednocześnie smażąc, zmywając, malując paznokcie, krojąc sałatkę, spacerując, przymierzając buty lub spodnie, ćwicząc na siłowni (patrz wpis pierwszy), czytając, albo siedząc w internecie. Cokolwiek!!

W zamotaniu plecaka prostego pomogło nam kilka elementów:

– zakup drugiej naszej chusty, która była krótsza – 4,1 m jest długością, która bardzo dobrze się sprawdziła. To była bardzo nośna Storchenwiege Vicky.

– pomogła nam też lala Marysia, która jako pierwsza wylądowała na moich plecach. Dzięki niej opanowałam ruchy, nauczyłam się jak dociągać, i jak panować nad szmatą. Marysia jako crush test dummy zawsze sprawowałą się idealnie! To pozwoliło mi skupić się wyłącznie na dziecku, gdy doszło do piewszego prawdziwego motania z Gają w roli głównej.  Za trzecim podejściem wylądowała na moich plecach, troszkę krzywo i zbyt luźno, ale co tam!

– tak jak przy elastyku i wiązaniach z przodu, pomogły nam też filmiki na jutjubie. Oj, ciężko było wybrać taki, który wzbudzał zaufanie i można było go potraktować jako materiał szkoleniowy, a nie radosną twórczość anonimowej szalonej matki. Och, gdybym miała wtedy dostęp do jakiegoś doradcy!!!

Opublikowano chustowanie | Otagowano , , | Skomentuj

nasza pierwsza tkana, czyli noszenie zimą

Gdy Gaja miała 3 miesiące, przybyła do nas pierwsza chusta tkana. Babylonia pineapple. Cuudeńko, długie na 490 cm i szerokie na 74 cm. W owym czasie motałam z niej głównie kieszonkę. To wiązanie jest moim zdaniem najlepsze dla malutkiego dziecka, świetnie podtrzymuje plecki, ładnie trzyma niezbyt szeroką „żabkę”, łatwo jest ustabilizować głowę, gdy dziecko zaśnie. No i jest technicznie łatwiejszym wiązaniem niż kangurek. 2x motałam tylko na szybkie wyjścia i tylko na krótko. O wiązaniach napiszę w kolejnych wpisach.

Długość chusty pozwalała na zawiązanie kieszonki z węzłem z przodu, co było ważne ze względu na porę roku – w zimie motam chustę pod rozpiętą kurtkę, no i węzeł z tyłu defasonowałby mi kurtkę w miejscu gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Gruby kombinezon w jaki ubrana była Gaja nie pomagał w dociąganiu chusty, ale jakoś nie udało nam się wejść w posiadanie kurtki dla dwojga. Taka kurtka mocno ułatwiłaby noszenie, bo mota się dziecko ubrane najwyżej w polarek, i na to nakłada się wspólną kurtkę. Idealnie rozwiązanie, które z jednej strony pozwala na cienko ubranym dziecku dociągnąć porządnie chustę, a z drugiej strony umożliwia regulację temperatury, bo po wejściu do sklepu łatwo uwolnić dziecko ze zbędnej warstwy ubrania, dzięki czemu nie będzie mu gorąco. Taka kurtka sprzyja też noszeniu na plecach zimą, bo jednak zamotanie dziecka w kombinezonie na własną puchową kurtkę to sztuka, i rzadko się udaje. Dlatego warto kupując kurtkę upewnić się, że można w niej nosić także na plecach. W tym sezonie jednak Gaja już mobilna, to i kurtka nie zdałaby egzaminu, bo jak wypuścić w zimie na śnieg dziecko w czapie, ale poza tym ubrane po domowemu???

Co jeszcze ważne dla chustowania zimą przy braku kurtki? Kombinezon dziecka nie może być śliski. Dociąganie chusty na śliskim, grubym kombinezonie nie ma prawa się udać. Najlepiej też, aby kombinezon był dwuczęściowy, łatwo wtedy po wejściu np. do sklepu rozebrać dziecko bez konieczności wyjęcia z chusty, bo wystarczy rozpiąć i zdjąć dziecku kurtkę. Fajnym patentem są też osłonki na chustę, lub dorobienie do własnej zwykłej kurtki dopinanego panelu.

Ja ubieram na siebie bluzkę, na nią polar, na to motam ubraną ciepło Gaję, i dopiero zakładam kurtkę. Staram się nie zapomnieć, aby między założeniem polaru a motaniem Gai założyć sobie buty, bo z dzieckiem w chuście z przodu zakładanie butów przestaje być zwykłą, prostą czynnością.

Niebagatelna jest sprawa bezpieczeństwa – w kurtce czy bez niej, gdy ślisko na chodniku, nosimy tylko z przodu. Upadek z dzieckiem na plecach jest ekstremalnie niebezpieczny, po pierwsze możemy przygnieść dziecko, po drugie nie jesteśmy w stanie kontrolować i ochronić główki dziecka.

Chustowanie zimą to błogosławieństwo – dzięki chuście mogłyśmy chodzić na dalekie spacery mimo nieodśnieżonych chodników, na których często wąska, wydeptana ścieżynka była niemożliwa do przebicia się dla mam wózkowych. A po roztopach bez wózka łatwo było omijać wszechobecne na chodnikach psie kupy :/

Piękna babylonia nadal jest z nami, ale chyba już niedługo, ponieważ wystawiłam ją na sprzedaż. Nastał bowiem czas redukcji stosiku.

Opublikowano chustowanie | Otagowano , , | Skomentuj