Styczniowa odwilż

łzy zimy to nuty osiadłe na pięciolinii

zapisały melodię dla zmarzniętych ptaków

wesołe trele pełne nadziei że wiosna

zaraz znów zastygną otulone mroźnym puchem

Zaszufladkowano do kategorii poetycko | Dodaj komentarz

Termin ważności

Jeszcze wczoraj mówiłam po raz setny, ze moje kupione 15 lat temu na lodowiec buty są niezniszczalne i w nich będę chciała zostać spopielona po śmierci. Chwaliłam je, ze nigdy ich nie musiałam czyścić, choć używałam namiętnie w każdych, nawet błotnistych warunkach. Perorowałam, jak niegorąco w nich w górach w lecie, i jak cieplutko w nich zimą. Piałam z zachwytu, że nigdy nie muszę się do nich schylać, zdejmuję i zakładam je bez rozwiązywania.

Jeszcze wczoraj słuchałam opowieści, jak ktoś podczas przeprowadzki założył stare buty i one się zaczęły rozpadać i najpierw odpadły im piety.

I oto nagle, biegnąc na zachodniej ze spóźnionego zastępczego składu Łódź -Warszawa do Wukadki, poczułam dziwne wrażenia ze strony pięty moich niezniszczalnych butów. Obydwu naraz!

A więc nawet one miały termin ważności!!! Nie dały się zaszufladkować z etykietą chodzącego ideału. Wszystko ma swój początek i swój koniec. Nic nie trwa wiecznie. Życie jest wspaniałe z tą swoją konsekwencją.

Trudno, dam się spopielić w posklejanych.

Zaszufladkowano do kategorii kobieta | Dodaj komentarz

to tak to to tak to to tak

Warszawa – Lublin

środa. ciepło. szumiąco. bujająco. za oknem noc. czarny krajobraz. pole wygląda tak samo jak las, a las tak samo jak nic. tyłem – a więc podróż do przeszłości. tuuuu tuuuuuut! gorzka kawa pachnie syropem czekoladowym. oczy się zamykają. następna stacja – pilawa. u taco ha takiej następnej stacji nie było. nadciąga coraz głośniejsze dziękuję, dziękuję dziękuję, dziękuję… a gdzie legitymacja? a gdzie pieczątka? a to ja mam wiedzieć?…. dziękuję w granatowej czapce z daszkiem oddala się i znika. tuuuuut! program nie może odnaleźć serwera. coraz cieplej, oczy się kleją, ale sen nie przychodzi. każdy kolejny kilometr jednocześnie oddala i przybliża. w połowie drogi pomiędzy punktem a a punktem b. wciąż w połowie drogi pomiędzy jakimiś punktami. wciąż w drodze. tuuuu tuuuuuuut! szanowni państwo zbliżamy się do stacji lublin osoby wysiadające prosimy o zabranie bagażu i rzeczy osobistych oraz zachowanie ostrożności dziękujemy za podróż z pkp intercity życzymy udanego pobytu do zobaczenia. całe zdanie na jednym wdechu.

Lublin – Gniezno

sobota. za oknem biało, czysto, jasno. pociąg relacji rzeszów – szczecin, cała polska dostępna za jednym przysiadem. za jednym oknem. lubelskie zapuszczone wsie wypiękniały przykryte białym puchem. puławy miasto, najbardziej zalesiona stacja w polsce miga za oknem. dosłownie miga, bo słońce czaruje drogocenny śnieg, a on skrzy się diamentowo. biała ziemia, szary pas drzew, wielki błękit nieba. tylko trzy kolory. ułożone w pasach. warszawa centralna, pomieszane zapachy kanapki z pekiem i kanapki z jajkiem i kawy przenoszą mnie do pociągu dzieciństwa. w warszawie śnieży, ale nie dowiem się czy w pruszkowie prószy śnieg, bo pociąg skręca na sochaczew. zawsze wolałam, żeby akurat w pruszkowie śnieg pruszył, ale ortografia jest nieubłagana. co chcesz? picie chcesz? herbatki czy soczku? picie chcesz? a siusiu? siusiu chcesz? tysiąc razy słyszę dwa siedzenia za mną, też tak kiedyś powtarzałam, ale dzieci urosły. krajobraz mazowiecki przysadziste wierzby siedzą na białych polach. piękne, wolne i dzikie. skierniewickie wita równymi rzędami drzew, sady i nasadzenia leśne. rzędy jabłonek, rzędy sosenek, rzędy brzóz. ten porządek przywodzi na myśl hodowlę. drzewa są zaopiekowane, ale jakby czekały aż ktoś je wydoi, albo zetnie. obrane z dzikości i wolności. łowicz zanieczyszczenie wzrosło powyżej 50 caqi. pryzmy węgla niedokładnie okryte śniegiem wzdłuż torów czekają, aby podnieść caqi bardziej. a trochę dalej farmy wiatraków, stoją w równych odstępach i machają swoimi gigantycznymi ramionami. odmachałam. za chwile dostaniesz w dupsko i skończy się to twoje rządzenie! pytam się czy pijesz tą herbatę! zostaw to to nie twoje! uspokój się. buuuu, buuuuuaaaaa. no i płacz sobie udawaczko. koło koło konina. zbliżamy się do stacji września przypominamy o konieczności zasłaniania ust i nosa oraz o konieczności częstego mycia lub dezynfekcji rąk wysiadającym przypominamy o zabraniu bagażu i rzeczy osobistych dziękujemy za wspólną podróż do zobaczenia.

dworzec września. pociąg do gniezna odjedzie z peronu 2. ojej ojej, proszę pani, ważne jest to co mówi megafon, że do gniezna z peronu 2, czy to co jest napisane na wyświetlaczu że z peronu 1? ważne co mówi. napisane jest, że z peronu 1 bo kiedyś odjeżdżał z peronu 1. aha no to biegnę.

tuuuuut uut. tuuuuuuuut. tu tuuuuuuuuut. zbliżamy się do stacji docelowej. gniezno.

za mną 500 kilometrów płaskiej bieli.

Gniezno – Łódź

niedziela. – 15 w nocy pozwoliło się utrzymać płaskiej bieli. pod żydowem powalone i powyginane drzewa nawałnicą kiedyś. leżą niesprzątnięte, przypominają o potężnej i nieprzejednanej mocy natury. motanka siedzi spokojnie w plecaku. stado saren rudością stojąc odcina sie od bieli, ogląda jak pociąg sunąc białoczerwonością odcina się od bieli. trupy drzew i budynków ścielą się gęsto. zakonnica zasmucona czyta słowo boskie. zbliżamy się do stacji docelowej. dla mnie przesiadkowej. jarocin.

dworzec śmierdzi ale towarzysko kwitnie. miejscowa zuleria wpada na kawkę i się ogrzać.

tor 2 przy peronie 1. klima buczy. sie ściemnia. pomarańczowe kreski na niebie już prawie pięciolinia. fioletowo. buczy. granatowo. czarno. buczy. sieradz czy mogę się dosiąść? czy to miejsce jest wolne? już nie. buczy. maseczki są czarne albo niebieskie. -16 stopni przyjdzie w czapce czy bez czapki. pociąg skończył bieg.

Łódź – Warszawa

poniedziałek. -20 u celsjusza. gorąca kawa cieknie po rękach. pociąg odwołany. przejechać na widzew. góry chrupiącego śniegu. chrup chrup chrup chrup gdzie jest wagon piąty, tam, chrup chrup chrup gdzie jest wagon piąty, tam, chrup chrup chrup gdzie jest wagon piąty, nie ma piatego to pociąg zastępczy proszę wybrać dowolny może czternasty. siedzę. godzina minęła siedzę. ruszył. o nie! zwalnia! jednak się toczy. ciemność szumi za oknem. tu tuuuuuuuuut! neon royal kebab rozświetla przydworcowe okolice koluszek. pruszków miga za oknem. nie, nie miga, stajemy, awaria. siedzę. ściskając w ręku kamyk zielony…

Ostatni etap

dwie godziny później niż miało być. bilet skasowany. siedzę. ciągle siedzę. dużo ostatnio siedzę. aaaaa! moja stacja! wybiegam! ejjjjj!!!! gdzie jest parking? gdzie jest wszystko? gdzie ja jestem? może ja śpię i to mi sie śni? nie śpię. to zły przystanek. -15. czarno. chrupie. wreszcie trzy upragnione światła na horyzoncie. wsiadam i za trzy minuty wysiadam. wszystko dobrze. parking jest na swoim miejscu. o, moje auto też zaśnieżone, kiedyś kupie zmiotkę.

Zaszufladkowano do kategorii podróże | Możliwość komentowania to tak to to tak to to tak została wyłączona

Jesteś dorosły

co u ciebie

co zjesz

załóż czapkę

umyję ci kuchenkę

jak było w pracy

kiedy tak urosłeś

umiesz w życie

kocham cię

bardzo cię lubię

Zaszufladkowano do kategorii poetycko | Możliwość komentowania Jesteś dorosły została wyłączona

Do posłuchania – Krystyna Janda, Na zakręcie.

Słowa: Agnieszka Osiecka

Dobrze się pan czuje? To świetnie, właśnie widzę – jasny wzrok, równy krok jak z marszu. A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Moje prawo to jest pańskie lewo. Pan widzi: krzesło, ławkę, stół, a ja – rozdarte drzewo. Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Ode mnie widać niebo przekrzywione. Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół. Pan kocha swoją żonę. Pora wracać, bo papieros zgaśnie. Niedługo, proszę pana, będzie rano. Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie. A robotnicy wstaną. A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Migają światła rozmaitych możliwości. Pan mówi: basta, pauza, pat. I pan mi nie zazdrości. Lepiej chodźmy, bo papieros zgaśnie. Niedługo, pan to czuje, będzie rano. Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie. A robotnicy wstaną. A ja jestem, proszę pana, na zakręcie. Choć gdybym chciała – bym się urządziła. Już widzę: pieska, bieska, stół. Wystarczy, żebym była mila. Pan był także, proszę pana, na zakręcie. Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia. I pan haruje, proszę pana, jak ten wół. A moje życie się kolebie niczym balia. Pora wracać, już śpiewają zięby. Niedługo, proszę pana, będzie rano. Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby. Nim robotnicy wstaną.  

Zaszufladkowano do kategorii muzyka | Możliwość komentowania Do posłuchania – Krystyna Janda, Na zakręcie. została wyłączona

Wyjdź

Wyjdź. Wyjdź z TYM do świata. Nie czekaj, aż będziesz w pełni gotowa, aż TO będzie idealne. Pozwól sobie być w procesie twórczym i ciesz się nim. TO będzie atrakcyjne dla innych na różnych etapach istnienia. Pomidory zielone, pomidory twarde pozwalające pokroić się z cieniutkie plasterki, pomidory soczyste, pomidory miękkie i cieknące po brodzie sokiem, pomidory w formie keczupu albo pomidorowej… każdy etap dojrzałości pomidora ma swoich apologetów. Twoje TO tak samo – będzie odpowiedzią na potrzeby niektórych w formie wczesnej, z innymi zarezonuje jako dojrzałe, niektórzy zauważą je dopiero po śmierci Twojej lub TEGO.

Mój blog 2021 ujrzał światło dzienne w formie kompletnie roboczej. Zawieszony na domenie noszebokocham.pl, zamiast na mockobieca.pl. Poplątany z tematyką chustową, choć wciąż z tamtych wpisów korzystają moi uczniowie, choć ostatni wpis popełniłam w 2013. Podpisany „blog kobiety z dzieckiem w chuście”, z obrazkiem maluszka otulonego w chusty, oparty na niezaktualizowanym wordpressie z wyglądem z 2010 roku. Bo nie umiem go zaktualizować, a potrzebuję być teraz samodzielna. Samo. Dzielna. Więc mam w sobie zgodę na ten chaos. Bo nie chciałam pozostać nabrzmiała myślami gotowymi do wylania w formie wpisów. Bo chciałam, żeby te myśli dostały życie, żebym mogła iść dalej, zajrzeć w siebie głębiej. Żeby zrobić w sobie miejsce na kolejne myśli, które nie mogłyby powstać, gdybym nadal nosiła stare myśli w przenoszonej ciąży… i żeby trafić do tych, którzy lubią zielone pomidory.

Pokaż co masz. Nawet jeśli jedyną osobą, której potrzeby TO zaspokoi, będziesz Ty. A może nawet szczególnie wtedy!

Zaszufladkowano do kategorii kobieta | Możliwość komentowania Wyjdź została wyłączona

Skrzypiący łańcuch

Rower zaczyna wydawać dźwięki. Najpierw cichutko popiskuje od czasu do czasu. Popiskiwanie staje się coraz głośniejsze. Coraz częściej przychodzą ci do głowy myśli, że coś trzeba z tym zrobić. Z tą myślą zamykasz rower w komórce po przejażdżce, a przy kolejnej przejażdżce popiskiwanie przypomina ci, że znów zapomniałeś coś z tym zrobić. Popiskiwanie zmienia się w skrzypienie, jęczenie, przy każdym obrocie pedałów coraz głośniej rower przypomina o problemie. Uznajesz, że już dłużej nie dasz rady, dwa lata słuchania przykrych dźwięków wystarczy! Stawiasz szybką diagnozę, że łańcuchowi brakuje smaru. Po kolejnym tygodniu pozyskujesz smar. Piętnaście sekund psik psik psik. Po operacji wsiadasz na rower i …

… nawet nie zauważasz cudownej ciszy jaka towarzyszy kręceniu pedałami! Bo skupiasz się na tym, z jaką łatwością się jedzie, jak mało wysiłku musisz wkładać, aby rower jechał szybko i gładko! A więc skrzypienie było tylko błaganiem roweru o pomoc, o pomoc tobie! On chciał, żeby tobie łatwiej się jechało! okazuje się, że brak smaru na łańcuchu to ciężkie kręcenie pedałami, a nie tylko irytujące dźwięki.

Następnym razem zareaguję szybciej. W innych sprawach też! Obiecuję! no a przynajmniej spróbuję…

Dużo prawdy było w wierszyku, który powtarzałam w dzieciństwie, ale chyba bez zrozumienia:

„Zaszyj dziurkę, póki mała”-
mama Zosię przestrzegała.

dalej nie pamiętam.

Zaszufladkowano do kategorii kobieta | Możliwość komentowania Skrzypiący łańcuch została wyłączona

Kable w torebce

Wystarczy włożyć do torebki co najmniej dwa kable na co najmniej 20 sekund i zawsze będą po tym splątane, z kilkoma supłami. Rozplątywanie tego zajmuje zwykle dobrych kilka minut i może być irytującym doświadczeniem, albo jest cudowną okazją do ćwiczenia uważności, cierpliwości i godzenia się z tym, co się wydarza. Trudno znaleźć wytłumaczenie, dlaczego kable ulegają temu magicznemu splątaniu. Z pewnością jednak pokazują one fascynującą prawdę, że wszechświat jest konsekwentny i niezależny. Zawsze działa tak samo, w trybie naturalnych konsekwencji. Torebka T + Kable K = Węzeł W

Wszechświat działa tak jak działa. Warto jego zasady zauważyć i przyjąć. Jeśli nie chcesz narażać się na konieczność rozwiązywania węzłów, weź na klatę, że T + K = W i nie wkładaj kabli do torebki. Jeśli noszenie kabli do torebce jest dla ciebie ważne, pogódź się z obecnością węzłów w twoim życiu i z koniecznością ich późniejszego rozplątywania. Decyzja zawsze jest twoja, bo tylko ty wiesz, jakie są twoje priorytety w danej chwili.

To, co od ciebie zależy to ciągłe sprawdzanie twojego stanu, redefiniowanie sytuacji w której się znajdujesz, i która ulega ciągłym zmianom. Gdy sytuacja się zmienia, priorytety mogą się zmieniać, a zatem decyzje można zmieniać, a nawet należy! aby pozostać w zgodzie z sobą aktualnym. Trwanie w dysonansie podecyzyjnym, czyli niemożność zmiany działań, tylko dlatego, że kiedyś się podjęło decyzję o ich rozpoczęciu, jest toksyczne, jeśli działania nie są adekwatne do sytuacji, jeśli przestały do niej pasować.

Podążaj za sobą, sprawdzaj, pytaj sam siebie. Jest w porządku wkładać kable do torebki i jest w porządku nie wkładać kabli do torebki, jest w porządku czasem wkładać a czasem nie, ale zawsze T + K = W.

Zaszufladkowano do kategorii kobieta | Możliwość komentowania Kable w torebce została wyłączona

Szczęście, gdzie jesteś?

Czwarty listek koniczyny. Szukasz i szukasz i im bardziej szukasz tym bardziej nie możesz znaleźć! irytujące, ale ciężko przestać, a co jeśli ominiesz i nie znajdziesz? i znajdzie ktoś kto przyjdzie tu po tobie i zagarnie twoje szczęście?

Podczas śnieżnego spaceru możesz znaleźć pięciolistne koniczyny! o tak! takie koniczyny mogą dać poczucie szczęścia – przyjaźń, bycie tu i teraz, błogostan, zaufanie. Produkujący te koniczyny osobnik to kudłata, merdająca kwintesencja przyjaźni.

Znalazłszy te pięciolistne przypomniałam sobie o czterolistnych, które przecież znalazłam! Towarzyszyły mi przez ostatnie dwa tygodnie w pustelni i pomogły mi w podróży do wewnątrz. Tak. Szczęście można znaleźć tylko w sobie. Tam, gdzie zamiast interpretacji możesz skupić się na czuciu, gdzie zamiast osądzać możesz przyjąć, gdzie są wszystkie odpowiedzi. Na wszystkie pytania jakie warto zadać.

Zaszufladkowano do kategorii kobieta | Możliwość komentowania Szczęście, gdzie jesteś? została wyłączona

Erem

Gdy masz za dużo wszystkiego zaczynasz tęsknić. Za ciszą. Za niczym. Za pustką. Za brakiem, który jest pełnią. Za niebyciem, które jest wreszcie byciem. Za zmianą.

Oto pustelnia. Cisza brzmi jak najpiękniejsza melodia, pozwala usłyszeć własne myśli, zobaczyć płynący czas, złapać kwadratowy oddech, poczuć miejsca w ciele, które nie bolą, zaznać nierobienia, doświadczyć ciszy w głowie, poznać rytm mruczącej lodówki, uchwycić wrażenie bezruchu i jednocześnie zauważyć, jak pozornie nieruchome fusy herbaty tańczą bardzo powoli swój aromatyczny taniec.

Oto pustelnia. Miejsce, gdzie możesz być sam ze sobą i nikt ani nic nie urywa wątku twoich myśli. Myśli myślą się do końca, do puenty. Zaczynasz łapać, rozróżniać i rozumieć te myśli, zaczynasz rozumieć siebie. Gdy rozumiesz siebie, to jest szansa, aby siebie polubić. Lubienie siebie to świetna baza, aby poczuć do siebie miłość. Aby pokochać siebie prawdziwie. Przyjąć siebie do końca, bez zastrzeżeń. Pozwalać sobie na spontaniczne działanie, wolność, szczerość, samostanowienie, śmiałość, niezależność, autentyzm, bezwstydność, odwagę, pewność siebie, spokój, luz, zaufanie, lekkość, swobodę, łatwość. A jak już ukochasz siebie – umiesz kochać. Wtedy możesz pokochać prawdziwie drugiego człowieka. Pokochać prawdziwie, czyli nie żądać, aby załatał braki, aby wypełnił pustkę, aby cię dopełnił. Bo dopiero, gdy czujesz się pełny, możesz pozwolić drugiemu człowiekowi aby był spontaniczny, śmiały, szczery… jak jak ty! Tylko osoba autentyczna może prawdziwie zachwycić. Autentyczność to prawdziwość. Żywość.

Oto pustelnia. Tu kopiesz we wspomnieniach, odczuciach, tym co zamrożone w ciele. Tu w obserwowanych myślach łączą się ze sobą przypadkowe z pozoru sytuacje, zdarzenia. Życie pokazuje jaki ma flow, jak płynie, jak zdarzenia przenikają się nawzajem, jak nadchodzą, zmieniają się, przemijają. Objawia się prawdziwe znaczenie myśli, jakie towarzyszą ci na codzień. Zagmatwane sprawy prostują się, zaczynasz widzieć jaśniej, wyraźniej. Znika lęk, wraca oddech, mięśnie rozluźniają się. Wraca życie.

Oto pustelnia. Dwa tygodnie w podarunku od przyjaciółki. Dziękuję <3

Zaszufladkowano do kategorii kobieta | Możliwość komentowania Erem została wyłączona