nasza pierwsza tkana, czyli noszenie zimą

Gdy Gaja miała 3 miesiące, przybyła do nas pierwsza chusta tkana. Babylonia pineapple. Cuudeńko, długie na 490 cm i szerokie na 74 cm. W owym czasie motałam z niej głównie kieszonkę. To wiązanie jest moim zdaniem najlepsze dla malutkiego dziecka, świetnie podtrzymuje plecki, ładnie trzyma niezbyt szeroką „żabkę”, łatwo jest ustabilizować głowę, gdy dziecko zaśnie. No i jest technicznie łatwiejszym wiązaniem niż kangurek. 2x motałam tylko na szybkie wyjścia i tylko na krótko. O wiązaniach napiszę w kolejnych wpisach.

Długość chusty pozwalała na zawiązanie kieszonki z węzłem z przodu, co było ważne ze względu na porę roku – w zimie motam chustę pod rozpiętą kurtkę, no i węzeł z tyłu defasonowałby mi kurtkę w miejscu gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Gruby kombinezon w jaki ubrana była Gaja nie pomagał w dociąganiu chusty, ale jakoś nie udało nam się wejść w posiadanie kurtki dla dwojga. Taka kurtka mocno ułatwiłaby noszenie, bo mota się dziecko ubrane najwyżej w polarek, i na to nakłada się wspólną kurtkę. Idealnie rozwiązanie, które z jednej strony pozwala na cienko ubranym dziecku dociągnąć porządnie chustę, a z drugiej strony umożliwia regulację temperatury, bo po wejściu do sklepu łatwo uwolnić dziecko ze zbędnej warstwy ubrania, dzięki czemu nie będzie mu gorąco. Taka kurtka sprzyja też noszeniu na plecach zimą, bo jednak zamotanie dziecka w kombinezonie na własną puchową kurtkę to sztuka, i rzadko się udaje. Dlatego warto kupując kurtkę upewnić się, że można w niej nosić także na plecach. W tym sezonie jednak Gaja już mobilna, to i kurtka nie zdałaby egzaminu, bo jak wypuścić w zimie na śnieg dziecko w czapie, ale poza tym ubrane po domowemu???

Co jeszcze ważne dla chustowania zimą przy braku kurtki? Kombinezon dziecka nie może być śliski. Dociąganie chusty na śliskim, grubym kombinezonie nie ma prawa się udać. Najlepiej też, aby kombinezon był dwuczęściowy, łatwo wtedy po wejściu np. do sklepu rozebrać dziecko bez konieczności wyjęcia z chusty, bo wystarczy rozpiąć i zdjąć dziecku kurtkę. Fajnym patentem są też osłonki na chustę, lub dorobienie do własnej zwykłej kurtki dopinanego panelu.

Ja ubieram na siebie bluzkę, na nią polar, na to motam ubraną ciepło Gaję, i dopiero zakładam kurtkę. Staram się nie zapomnieć, aby między założeniem polaru a motaniem Gai założyć sobie buty, bo z dzieckiem w chuście z przodu zakładanie butów przestaje być zwykłą, prostą czynnością.

Niebagatelna jest sprawa bezpieczeństwa – w kurtce czy bez niej, gdy ślisko na chodniku, nosimy tylko z przodu. Upadek z dzieckiem na plecach jest ekstremalnie niebezpieczny, po pierwsze możemy przygnieść dziecko, po drugie nie jesteśmy w stanie kontrolować i ochronić główki dziecka.

Chustowanie zimą to błogosławieństwo – dzięki chuście mogłyśmy chodzić na dalekie spacery mimo nieodśnieżonych chodników, na których często wąska, wydeptana ścieżynka była niemożliwa do przebicia się dla mam wózkowych. A po roztopach bez wózka łatwo było omijać wszechobecne na chodnikach psie kupy :/

Piękna babylonia nadal jest z nami, ale chyba już niedługo, ponieważ wystawiłam ją na sprzedaż. Nastał bowiem czas redukcji stosiku.

Ten wpis został opublikowany w kategorii chustowanie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.