nasz drugi krok, czyli elastyczna chusta wiązana

Czego oczekuje od otoczenia noworodek? Wydaje się, że oczekuje po prostu mamy. Mama to pokarm, mama to czystość, mama to ciepło, mama to spokojny sen. Mama to życie. Cały wszechświat. Mama musi być blisko. Mamy musi być duuuużo.

Potrzeba bliskości to potrzeba pierwotna. Maluszek kieruje się instynktem, a on podpowiada, że gdy mama się oddala, spada szansa przeżycia. Instynkt nie wie, że w kołysce niebezpieczeństwa nie czają się tak, jak to się działo tysiące lat temu w lesie czy na łące. Lęk dziecka jest lękiem prawdziwym, a jego łzy i krzyk są szczere – są rozpaczliwym wołaniem o pomoc.

Potrzebę bliskości noworodka łatwo jest zrealizować. Wystarczy go tulić i robić w tym tuleniu jak najkrótsze przerwy. Ale tulenie bez przerwy wcale nie musi oznaczać rezygnacji ze wszystkich innych czynności i życia. I co istotne – może to robić zarówno mama jak i tata.

W noszeniu maleńkich dzieci świetnie sprawdza się chusta elastyczna. Łatwo ją zamotać, łatwo umieścić w niej dziecko, łatwo je szybko wyjąć a potem włożyć z powrotem bez konieczności rozwiązywania chusty. A przy okazji chusta przypilnuje, żeby stawy biodrowe pozostawały w fizjologicznej pozycji żabki, a kręgosłup zachował fizjologiczne krzywizny. Jeśli tylko jest porządnie, czyli ściśle zamotana, i jeśli tylko dziecko nie ma kłopotów z napięciem mięśniowym, lub asymetrią.

Elastyk to było dla mnie wielkie odkrycie. Po nosidle, które pozwalało nosić dziecko tylko w pozycji kołyski, zamotanie dziecka w sposób pozwalający na przytulanie się całym ciałem to było coś! Gaja była jak przyklejona, mogłam z nią w chuście robić wszystko! Naszym ulubionym zajęciem szybko stało się odkurzanie, wystarczyło naciągnąć połę chusty na główkę małej, i mogłam mając dwie wolne ręce nachylać się. Robiłam porządki, a Gaja rozkoszowała się w tym samym czasie uspokajającym szumem odkurzacza i drzemiąc upajała się moją bliskością czując bicie mojego serca! czyż nie ideał?

 

EDIT 2012: o noszeniu w chuście elastycznej doczytaj w późniejszych wpisach, gdy zostałam doradcą noszenia.

 

Opublikowano chustowanie | Otagowano , , , | Możliwość komentowania nasz drugi krok, czyli elastyczna chusta wiązana została wyłączona

lulu czyli nasze początki noszenia

Jeszcze będąc w ciąży o lulu usłyszałam od koleżanki. Kasia pokazała mi nosidło bebelulu lulu, opowiedziała o tym, jak pomocne jest na spacerze, gdy trzeba pchać wózek jednocześnie niosąc na rękach płaczącego maluszka.

Lulu w pięknym kolorze kawy z mlekiem zakupiłam i na początku z powodzeniem nosiłam w nim małą. Lulu pokazało mi dobrodziejstwa noszenia, sprawiło, że zainteresowałam się tematem, stanowiło zaczątek naszego chustowania. Pozwalało także karmić piersią uwalniając ręce! Uśpione w lulu dziecko dawało się całkiem łatwo odłożyć i spało sobie dalej nie-na-mamie. W lulu dziecku jest wygodnie i dobrze, jest miękkie, otula i zapewnia bliskość. Jednak..

Nosząc w lulu trzeba uważać na to, aby prawidłowo ułożyć w nim dziecko. Nieprawidłowe ułożenie dziecka w nosidle powoduje zbyt mocne przygięcie głowy maluszka do jego klatki piersiowej, co może być bardzo niebezpieczne, gdyż może powodować trudności w oddychaniu !

No właśnie, zakładanie lulu wbrew pozorom nie jest wcale łatwe. Najważniejsze jest, aby przed założeniem nosidła umieścić w nim dziecko ukośnie, a nie wzdłuż (lala na pierwszym zdjęciu leży właśnie wzdłuż). Po drugie – dziecko ma być ułożone przodem do rodzica, czyli powinno „leżeć na boku” a nie na pleckach. Po trzecie – nosidło musi zostać „dociągnięte” poprzez obsunięcie pasa z ramienia. Trzymanie się tych zasad pozwala z powodzeniem nosić w lulu, choć z perspektywy czasu zastanawiam się, po co to robić, skoro istnieją CHUSTY!!

 

EDIT 2012: o noszeniu w pozycji kołyskowej doczytaj w późniejszych wpisach na blogu, gdy zostałam już doradcą noszenia.

 

Opublikowano chustowanie | Otagowano , , , , | Możliwość komentowania lulu czyli nasze początki noszenia została wyłączona

fotoreportaż z Ciechocinka

W pierwszym tygodniu ferii wybrałyśmy się na tydzień do Ciechocinka. My – czyli  ja, Gaja i cztery chusty. Te ostatnie sprawiły, że Gaja mogła razem ze mną maksymalnie korzystać z przyjemnego życia prawdziwego kuracjusza. Nasz dzień wyglądał mniej więcej tak:

Najpierw trzeba było dla relaksu posiedzieć w kąciku. Po porannym cycu koniecznie na spacerek, żeby sprawdzić, czy koń na placu zabaw da się obłaskawić. Później czas na rozrywki intelektualne, czyli partyjka szachów z mamą. Po powrocie z dworu relaks w grocie solnej. Pierwszy pobyt w grocie Gaja spędziła w pouchu, musiała nabrać zaufania do ciemnego, dziwnie pachnącego miejsca. W kolejnych dniach zabawa solą jak piaskiem była już na całego. Tradycyjnie podróżowałyśmy windą do groty, z groty wracałyśmy tylko schodami, przemierzając piechotą niekończące się korytarze kliniki. Po spacerze czas dla mamy, czyli trochę siłowni z chustą, aby zasłużyć na obiad, i wreszcie wyczekany posiłek. Stół szwedzki nie był wyzwaniem, Gaja w chuścianym plecaku pomagała kompletować dania. Jako miłośniczka blw oczywiście zjadała posiłki samodzielnie. Po obiedzie zabawa w kulkach, wybieranie tej najpiękniejszej. Spacer z chustą pod tężniami w porze drzemki to znów czas dla mamy. Po udanej drzemce krótka partyjka szachów. Próba kąpieli w basenie zwykłym lub solankowym jak zawsze nieudana. Gaja podjęła nawet próbę pozbycia się na zawsze kostiumu kąpielowego. Nieodłącznym elementem stroju kąpielowego była nasza stara flanelowa kieszonka, nie było szkoda jej moczyć, i schła bardzo szybko. Na zakończenie aktywnego dnia zasłużony odpoczynek po obejrzeniu interesującego bloku reklamowego… i znów czas dla mamy 🙂

cudny czas..

 

Opublikowano chustowanie | Otagowano , , | 5 komentarzy